niedziela, 16 marca 2014

Dziennikarski test Turinga

W klasycznym już teście Turinga o tym, czy komputery posiadają inteligencję miało świadczyć to, że kontaktujący się z nimi ludzie nie rozpoznawali, czy rozmawiają z człowiekiem, czy maszyną. Christer Clerwater z Uniwersytetu w Karlstad postanowił sprawdzić, czy maszyny generujące automatyczne artykuły dziennikarskie potrafią zdać podobny test. Wiadomo, że obecnie dużo zawartości newsowej produkowanych jest automatycznie i bez udziału człowieka. Czy są one na tyle doskonałe, by pozostawać nieodróżnialne od prawdziwego dziennikarza?

Badanie polegało na przedstawieniu uczestnikom eksperymentu różnych artykułów: czy to napisanych przez prawdziwą osobę, czy wygenerowanych automatycznie. Badani zostali następnie poproszeni o ocenę tego, co przeczytali, pod względem jakości, stylu, wiarygodności, obiektywności itd.

Jakie były rezultaty eksperymentu? Treści tworzone przez dziennikarzy były częściej oceniane jako “dobrze napisane”, przyjemne do czytania i spójne. Równocześnie, artykuły generowane komputerowo częściej odbierano jako zbyt opisowe i nudne, ale jednocześnie uważano je za obiektywne i godne zaufania. Patrząc całościowo, czytelnicy mieli trudności z odgadnięciem, które teksty były napisane przez dziennikarza, a które wygenerowane automatycznie.

Być może najważniejszym wynikiem badania Clerwalla jest odkrycie, że czytelnicy właściwie nie potrafią wykrywać autorstwa czytanych przez siebie tekstów. Czy to znaczy, że maszyny mogą już niedługo zastąpić dziennikarzy? Na pewno automaty zrobią to szybciej, ale prawdopodobnie jeszcze długo nie przebiją człowieka pod względem kreatywności, umiejętności interpretacji i wyrażania subiektywych opinii. Nie ma jednak wątpliwości, że maszyny będą coraz mocniej wpływać na kształt współczesnego dziennikarstwa.

Źródło: Christer Clerwall. Enter the Robot Journalist. Journalism Practice, 2014; 1 DOI:10.1080/17512786.2014.883116

czwartek, 30 stycznia 2014

Dlaczego kobiety tak lubią Facebooka – kilka słów o teorii umysłu

Jednym z największych problemów osób cierpiących na autyzm są trudności w relacjach społecznych. U autystyków przejawiają się one brakiem umiejętności funkcjonowania w społeczeństwie. Osoby takie nie potrafią wczuwać się w emocje innych, przewidywać ich zachowań, rozumieć wpływ, jaki własne zachowania mają na inne osoby. Najciekawszym przykładem są osoby cierpiące na Zespół Aspergera. W przypadku tej odmiany autyzmu, dysfunkcjom społecznym towarzyszy często bardzo wysoka inteligencja i wybitne kompetencje językowe i matematyczne. Osoby z Aspergerem, mimo wszelkich predyspozycji do sukcesów społecznych, mają ogromne problemy w kontaktach z innymi.

W zaburzeniach autystycznych granice między “normalnością” a stanem wymagającym leczenia lub opieki klinicznej, są płynne. Szczególnie, jeśli chodzi o umiejętności społeczne obciążone tym problemem. Wiadomo również, że inne zaburzenia psychiczne, takie jak depresja albo schizofrenia, również niosą za sobą upośledzenie zdolności do funkcjonowania w społeczeństwie, nieumiejętność oceny odbioru własnych działań przez inych, trudności z przewidywaniem skutków społecznych swoich decyzji, problemy z funkcjonowaniem w grupie i identyfikacją intencji innych

Tak zwane spektrum autystyczne, jak również inne formy zaburzeń społecznych, dotykają znacznie częściej mężczyzn niż kobiety. Różne formy autyzmu diagnozuje się u chłopców cztery razy częściej niż u dziewcząt.

Uważa się, że problemy społeczne związane są z brakiem u niektórych osób tzw. teorii umysłu (theory of mind). Pojęcie to wprowadzili w 1978 roku D. Premack i G. Woodruff. Chodzi tu o zdolność do posiadania przekonań na temat przekonań innych. Zdolność tę nazywa się intencjonalnością drugiego rzędu. Komputer, a także znakomita większość zwierząt posiada tylko intencjonalność pierwszego rzędu i nie jest w stanie “myśleć o tym, co myślą inni”. U niektórych naczelnych, a także np. u delfinów, dostrzegano przejawy teorii umysłu. Udowodniono jednak, że tylko człowiek posiada ją na tyle rozwiniętą, by można było u niego mowić o intencjalności piątego rzędu.

Przekroczenie poziomu intencjonalności drugiego rzędu odbywa się mniej więcej w połowie piątego roku życia. Z czasem, większość z nas potrafi przeprowadzać rozumowania w rodzaju: “A wierzy, że B myśli, że C chce, by D przypuszczał, że E wyobraża sobie… To jest właśnie intencjonalność piątego rzędu – cecha właściwa, o ile nam wiadomo – tylko ludziom.

Posiadanie teorii umysłu – jak łatwo się domyślić – umożliwia ludziom kłamanie. Dlatego dzieci w wieku przedszkolnym po prostu nie potrafią wprowadzać innych błąd – świat ich przekonań jest, w ich mniemaniu, światem przekonań całego świata.

Dużo ważniejszą od kłamania funkcją teorii umysłu jest – i tu wracam do początku – zdolność do rozumienia zachowań innych, przewidywania konsekwencji społecznych, kontrola nad grupą, słowem – cały zasób kompetencji społecznych, jakie posiada człowiek. Najczęściej żyjemy w warunkach, gdzie – aby osiągnąć sukces – musimy “zarządzać”, rozumieć i kontrolować bardzo liczną sieć interakcji społecznych. Zazwyczaj utrzymujemy stałe i intensywne kontakty z co najmniej kilkunastoma, a często ponad setką osób. Posiadanie teorii umysłu na poziomie intencjonalności piątego rzędu jest w przypadku cechą kluczową dla przetrwania i osiągnięcia sukcesu reprodukcyjnego.

Co ciekawe, umiejętności i społeczne, o których tutaj piszę, są – statystycznie – lepiej rozwinięte u kobiet, niż u mężczyzn. Prawdopodobnie różnica ta ma podłoże biologiczne, skoro na dysfunkcje społeczne tego rodzaju czterokrotnie częściej cierpią mężczyźni niż kobiety. Obserwacja zachowań obu płci, zarówno na etapie dojrzewania, jak i dorosłości, pokazuje, że kobiety przywiązują dużo większą wagę do swojego publicznego wizerunku, dużo częściej interesują się opinią na swój temat wśród innych osób.

Przypisywana często mężczyznom cecha indywidualistów, nonkonformistów, może wynikać po prostu z dysfunkcji społecznych, które dotykają ich częściej, niż kobiety. Nie ulega bowiem wątpliwości, że kompetencje społeczne związane z teorią umysłu (umiejętność manipulowania, ale równie dobrze zdolność empatii i rozumienia uczuć i przekonań innych ludzi), w których kobiety przewyższają mężczyzn, są ważną przewagą ewolucyjną ludzi nad innymi zwierzętami.

niedziela, 26 stycznia 2014

Kochaj bliźniego swego? Tak, ale pod pewnymi warunkami.

image Większość systemów religijnych każe swoim wyznawcom szanować swoich bliźnich, niezależnie od ich rasy, narodowości, wiary i przekonań. Czy nakaz ten rzeczywiście działa? Czy religijność wpływa na szacunek do osób z naszego otoczenia?

W periodyku Psychology of Religion and Spirituality opublikowano niedawno wyniki badań zrealizowanych na Baylor University, dotyczące tego probemu. Objęto nimi 389 dorosłych Amerykanów, reprezentujących różny stopień religijności. Poproszono ich o wypełnienie kwestionariusza składającego się z 200 pytań. Wśród badanych znaleźli się między innnymi protestanci, katolicy, żydzi, muzułmanie, ateiści, buddyści i agnostycy. Na potrzeby badania, religijność zdefiniowano w odniesieniu do częstotliwości odbywania czynności o charakterze religijnym (modlitwa, obrzędy religijne, święta). Badaczy interesował również stosunek badanych do innych grup społecznych (Amerykanie pochodzący z Afryki, ateiści, homoseksualiści i inni).

Pierwotnie, badania nad hipotezą “miłością do bliźnich” prowadzono niebezpośrednio, mierząc stopień uprzedzeń lub zatajanych uogólnień wobec różnych grup społecznych. W większości tcyh badań okazywało się, że religijność nie jest pozytywnie skorelowana z “miłością bliźniego”.

Badania te były jednak obarczone poważnym brakiem. Nie uwzględniały wpływu postaw ideologicznych – na przykład autorytaryzmu – w postawie badanych wobec innych osób. Doktor Megan Johnson Shen z Wydziału Psychiatrii i Nauk o Zachowaniu w Memorial Sloan-Kettering Cancer Center w Nowym Jorku zwraca uwagę, że uprzedzenia są czymś innym od sympatii lub współczucia wobec osób z innych niż własna grup społecznych.

“Jak do tej pory, nikt tak naprawdę nie sprawdził, czy religijność ma związek z sympatią lub miłością wobec osób przebywających w naszym najbliższym otoczeniu i nie dostarczył dowodu na to, że religijność ma wpływ na pozytywne lub tolerancyjne postawy wobec osób o innym kolorze skóry, wyznaniu lub orientacji seksualnej” – stwierdza jeden z autorów badania.

Badania naukowców z Nowego Jorku przekraczają powyższe ograniczenia, usuwając z obszaru analizy osoby silnie zdeterminowane ideologicznie w kierunku autorytaryzmu, analizując wyłącznie relację między religijnością a sympatią lub miłością wobec osób z innych grup społecznych. Z badań wykluczono więc wpływ osób, które zgadzały się ze stwierdzeniami w rodzaju: “W naszym kraju jest wiele osób o innym kolorze skóry, które, postępując niemoralnie, działają na niekorzyść ojczyzny, wbrew woli Boga”. Lub też, nie zgadzały się ze stwierdzeniami takimi jak: “Każdy ma prawo do własnego światopoglądu, przekonań religijnych i preferencji seksualnych, nawet jeśli różnią się one od tych, które są powszechne w naszym społeczeństwie”.

Statystycznie, według autorów badania, autorytaryzm zaburza pozytywną korelację między religijnością a “miłością bliźniego”. Istnieje wyraźny związek między religijnością a poszanowaniem dla odmienności, o ile nie będziemy brali pod uwagę postawy radykalne i autorytarne, które występują w każdej religii i – choć zauważalne – z punktu widzenia ogółu nie mogą stanowić o obrazie całości.

Źródło: http://phys.org/news/2014-01-religious-people-neighbors-yessome.html

sobota, 25 stycznia 2014

Mówienie prawdy (prawie) zawsze jest lepsze

Na stronach Uniwersytetu w Toronto można znaleźć raport oparty na wynikach badania neuroobrazowego, z którego wynika, że nagroda za powiedzenie prawdy daje ludziom więcej przyjemności niż ta sama nagroda otrzymana za powiedzenie kłamstwa. Wyniki analiz profesora Kanga Lee zostały niedawno opublikowane w periodyku Neuropsychologia and NeuroImage.

Kang Lee dowodzi, iż dla większości osób mówienie prawdy sprawia większą przyjemność/satysfakcję niż kłamanie w wielu sytuacjach, gdzie dochodzi do wyboru: powiedzieć prawdę, czy skłamać.

Do badania, przeprowadzonego w dwóch turach, zaangażowano grupę Chińczyków. Wykorzystano nowoczesną metodę neuroobrazową – spektroskopię podczerwienią (near-infrared spectroscopy – NIRS), Jego głównym celem było – przede wszystkim – ustalenie, w jakich okolicznościach kłamanie daje ludziom większą satysfakcję niż mówienie prawdy.

Analiza objęła dwa różne typy oszustwa. W przypadku pierwszego, odbiorca wiadomości nie wiedział, że nadawca kłamie. W przypadku drugiego, nadawcy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że odbiorcy znają ich kłamliwe zamiary.

Autorów badania zaskoczył fakt, iż korowy system nagrody kłamcy był bardziej aktywny wówczas, gdy nagroda wynikała z mówienia prawny, niż wtedy, gdy wynikała z kłamstwa. Działało to w przypadku obu wymienionych wyżej typów oszustwa.

Odkryto również, że w obu sytuacjach, kłamanie generowało większą aktywność mózgową niż mówienie prawdy. Kłamstwo jest więc bardziej kosztowne energetycznie niż mówienie prawdy i zużywa więcej zasobów neuronalnych.

Autorzy badania mają nadzieję, że ich wyniki popchną do przodu dążenia do poznania mechanizmów stojących za zjawiskiem kłamania, równie wszechobecnego, jak i częstego, a także pozwolą diagnozować i leczyć patologicznych kłamców.

The researchers hope this study will advance understanding of the neural mechanisms underlying lying, a ubiquitous and frequent human behavior, and help to diagnose pathological liars who may have different neural responses when lying or telling the truth.

Źródło: www.utoronto.ca

czwartek, 23 stycznia 2014

Mężczyźni zapominają szybciej

Dziewczyno, nie jesteś osamotniona w tym problemie. Jeśli Twój chłopak, kochanek albo mąż zapomina rocznicy waszego związku albo daty imienin Twojej mamusi, robi to dlatego, że jest facetem i zapomina szybciej niż kobieta.

Naukowcy z Norwegian University of Science and Technology (NTNU) w Trondheim byli zaskoczeni skalą tego międzypłciowego zróżnicowania. Z badań opublikowanych przez nich pod koniec ubiegłego roku wynika, że problem męskiej demencji dotyczy równie często trzydziesto-, jak i sześćdziesięciolatków.

Badania profesora Josteina Holmena można uznać za przełomowe. Razem z zespołem objął badaniem 48 tysięcy osób w ramach tzw. kohorty HUN3. Badanym zadano serię dziewięciu pytań o kondycję ich pamięci: jak często mieli problemy z zapamiętywaniem codziennych spraw, dat lub imion, o to, czy pamiętają, co robili rok temu, a także o to, czy pamiętają szczegóły rozmów przeprowadzonych kilka dni wstecz.

Wśród mężczyzn, problemy z pamięcią pojawiały się średnio w ośmiu na dziewięć zadanych pytań. Niestety, norwescy naukowcy nie znaleźli jeszcze odpowiedzi na pytanie, dlaczego mężczyźni częściej niż kobiety zgłaszają problemy z pamięcią. Dla samego Holmena pozostaje to zagadką.

Kobiety, co prawda, również przyznają się do problemów z pamięcią. Zdarza się to jednak w ich przypadku zdecydowanie rzadziej, niż wśród mężczyzn.

Tendencja do zapominania rośnie wraz z wiekiem, lecz w mniejszym stopniu, niż dotychczas sądzono. Trzydziestolatki zapominają prawie tak samo często, jak pięćdziesięciolatki.

Badanie pokazało również, że stopień wykształcenia jest skorelowany ze skłonnością do zapominania. Osoby lepiej wykształcone pamiętają lepiej, niż słabo wykształceni. Osoby cierpiące na depresję lub stany lękowe również częsciej mają kłopoty z zapamiętywaniem. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Profesor Holmen chciałby jeszcze sprawdzić, czy wśród osób zgłaszających problemy z pamięcią w młodym wieku, ryzyko pojawienia się starczej demencji jest większe. Podkreśla, że kliniczna przyczyna tych problemów nie jest jeszcze do końca odkryta.

Źródło: http://www.eurekalert.org/pub_releases/2014-01/nuos-mfm012214.php

poniedziałek, 28 października 2013

Zakochani mężczyźni chadzają wolniej

Mężczyna zwalnia kroku, kiedy idzie z kobietą, którą kocha. Z reguły bowiem mężczyźni chodzą przeciętnie szybciej niż kobiety. Dzieje się tak dlatego, że szybkość poruszania uzależniona jest od cech fizycznych. Używamy naszych mięśni i stawów w taki sposób, aby zminimalizować wydatki energetyczne. Masa ciała i długość kończyn wpływają na szybkość chodzenia i tak się składa, że zarówno jedno, jak i drugie, jest u mężczyzn większe.

Ciekawe i niejasne jest natomiast to, co się dzieje, kiedy mężczyzna i kobieta idą razem. Kiedy jedno z nich zmienia tempo swojego naturalnego kroku, aby zrównać je z krokiem partnera, które z nich dostosuje się do tempa drugiej osoby? Okazuje się, że mężczyzna.

Aby dojść do tego wniosku, naukowcy z Seattle Pacific University w Waszyngtonie badali tempo kroków jedenastu mężczyzn i kobiet, podążających, kolejno, samotnie, z osobą tej samej płci, z osobą odmiennej płci, z “ważnym innym” trzymając się za ręce i z “ważnym innym” bez trzymania się za ręce.

Udało się zaobserwować, że mężczyźni idący w towarzystwie kobiety, w stopniu znacznym zwalniali tempo swojego kroku, dostosowując się do idącej obo nich kobiety. Działo się tak jednak tylko wtedy, kiedy te kobiety były dla mężczyzn kimś ważnym, gdy istniała między nimi jakaś relacja emocjonalna. Spacer ze zwykłymi znajomymi, niezależnie od ich płci, nie wpływał na tempo kroku, ani mężczyzn, ani kobiet. Kobiety tylko nieznacznie przyspieszały, spacerując ze swoim partnerem. Ich zmiana tempa była jednak nieporównanie mniejsza niż w przypadku mężczyzn. Według autorów badania, dostosowywanie tempa kroku ma miejsce wyłącznie w przypadku partnerów w związku.

Z punktu widzenia biologii zjawisko to da się wytłumaczyć w ten sposób, że mężczyźni w większym stopniu są w stanie zakłócić swoją równowagę energetyczną (w tym przypadku polegającą na zwolnieniu tempa poruszania się), aby zachować przy sobie partnerkę. System reprodukcyjny kobiety jest bowiem znacznie bardziej wrażliwy na zakłócenia energetyczne, niż mężczyzn. W społecznościach łowieckich, gdzie dochodziło do częstego przemieszczania się na bardzo długie dystansem, zbyt wielkie wydatki energetyczne mogłby wpłynąć negatywnie na możliwość zajścia w ciążę.

Na podstawie:http://healthland.time.com/2013/10/23/men-walk-slower-when-theyre-in-love/

środa, 16 października 2013

Dziecko wie, że ściemniasz

Już półtora roczne dzieci potrafią rozpoznawiać ludzkie emocje i kłamstwa, wykazały badania psychologów z Concordia University opublikowane w Infancy: The Official Journal of the International Society on Infant Studies. Chiarella and Diane Poulin-Dubois pokazują tam, w jaki sposób niemowlęta potrafią wykrywać emocje danej osoby. Oceniają one mianowicie ich zasadność, biorąc pod uwagę kontekst, w jakim dochodzi do obserwacji tych emocji. Badaczki udowadniają, że niemowlęta rozumieją, w jaki sposób znaczenie doświadczenia jest bezpośrednio związane z ekspresją emocji.

Konsekwencje tego odkrycia są poważne, oczywiście w szczególności dla osób opiekującej się niemowlętami. Profesor Poulin-Dubois mówi:

Nasze badanie pokazuje, że małych dzieci nie da się zwieść, wmawiając im, że to, co sprawia ból, jest przyjemne. Dorośli często próbują uchronić niemowlęta przed stresem, uśmiechając się przed dostarczeniem ngatywnego doświadczenia (np. zastrzyku). Dzieci jednak, jeszcze przed ukończeniem 2 lat, potrafią zrozumieć, które emocje odpowiadają tak naprawdę za jakie bodźce"

Badanie przeprowadzono w takie sposób, że po wybraniu 92 niemowlaków w wieku 15 i 18 miesięcy, zainscenizowano przed nimi sytuacje, w których aktor odgrywał kilkanaście scenariuszy. W niektórych emocje aktora odpowiadały odgrywanej w sytuacji, w innych – nie. Na przykład, przedstawieniu pożądanej zabawki towarzyszył smutek. W innym przypadku, skalczeniu palca towarzyszyły emocje typowe dla odczucia bólu.

15-miesięczne dzieci nie wykazywały znaczącej różnicy w reakcji na różne wydarzenia, okazując na przykład empatię wobec wszystkich smutnych twarzy, jakie widziały, niezależnie od tego, z czego one wynikały. Dowodzi to, że rozumienie związku między ekspresjami mimicznymi wyrażającymi doświadczenia emocjonalne nie jest jeszcze rozwinięte w tym wieku.

18-miesięczne dzieci zachowywały się już inaczej. Z łatwością wykrywały, gdy emocje widoczne na twarzy badacza nie zgadzały się z doświadczeniem. Dużo więcej czasu poświęcały na obserwację zachowań mimicznych, a także – co ciekawe – bardzo często szukały w takich sytuacjach wzrokiem swojego opiekuna, aby potwierdzić wątpliwości co do interpretacji tego, co obserwowały. 18-miesięczne dzieci okazywały współczucie tylko w wypadku, kiedy smutna twarz aktora/badacza była połączona z negatywnym doświadczeniem.

Profesor Chiarella wyjaśnia, że bezkrytyczna empatia wobec wszystkich smutnych twarzy obserwowana wśród młodszych dzieci jest zachowaniem adaptacyjnym. “Umiejętność wykrywania smutku i reakcji nań wynika z ewolucji. Jednakże, aby funkcjonować prawidłowo w społeczeństwie, dzieci muszą rozwinąć umiejętność rozumienia zachowania innych poprzez wchodzenie w interakcje, a to wymaga czasu”.

Badaczki pracują obecnie nad problemem, na ile dzieci postawione przed sytuacją, w której wyrażane emocje nie są adekwatne do zaistniałej sytuacji, są skłonne do pomocy i uczenia się od innych.

Poniżej znajduje się film prezentujący przebieg eksperymentu.

Więcej na: http://www.concordia.ca/news/releases/2013/10/16/babies-know.html