poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Upał sprzyja agresji i wojnom

Zmiany klimatu, ale także okresowe zmiany temperatur, mogą mieć zaskakujące skutki, również na społeczeństwo. Naukowcy z Uniwersytetów Princeton i Berkeley piszą w Science, że nawet niewielkie wahania temperatury i opadów w dużym stopniu wpływają na ryzyko agresji międzyludzkiej i na porządek społeczny. Ostrzegają, że spodziewany do 2050 roku wzrost średnich temperatur o 2 stopnie Celsjusza może być jedną z przyczyn narastania konfliktów społecznych, a na pewno zwiększenia ich ryzyka.

Badacze przeanalizowali 60 opracowań pochodzących z wielu dziedzin – od archeologii, przez kryminologię, ekonomię i psychologię – dotyczących związku między pogodą a przemocą w różnych częściach świata od około 100 wieków przed Chrystusem do dzisiaj. Na podstawie tych danych oszacowali, że ryzyko niepokojów społecznych i aktów zbiorowej agresji rośnie wraz ze wzrostem temperatury i opadów.

Klimat nie jest oczywiście jedyną lub główną przyczyną większości konfliktów. Niewątpliwie przyczynia się on jednak do wzmocnienia istniejących napięć społecznych lub interpersonalnych, niezależnie od stanu bogactwa czy stabilności politycznej. Wystarczy, by temperatura zwiększyła się o 1 stopień Celsjusza od średniej mierzonej w danym okresie, aby zwiększyć ryzyko niepokojów społecznych, zamieszek, wojny domowej, konfliktu etnicznego, aż o 14 procent! Podobnie jest ze zmianą wysokości opadów. Analogicznie, zaledwie jednostopniowy wzrost temperatury zwiększa ryzyko gwałtu, morderstwa lub napaści o 4 procent. Tymczasem do 2050 roku spodziewamy się wzrostu średniej temperatury na świecie o przynajmniej 2 stopnie Celsjusza,

Wyniki naukowców z Pronceton i Kaliforni wydają się być wiarygodne. Zebrano bardzo dużą ilość danych i przeanalizowano je w zestandaryzowany sposób, dlatego związek między klimatem a konfliktami i agresją nie ulega wątpliwości. Pozostaje odpowiedź na pytanie – co przyznają sami badacze – w jaki sposób przygotować się do nadchodzących zmian i zmniejszyć ryzyko potencjalnych konfliktów.

W artykule przeanalizowano trzy typy konfliktów: “przemoc osobistą”, do której zaliczono morderstwa, napady, gwałty i pobicia; “przemoc międzygrupową i niestabilność polityczną”, czyli niepokoje wewnątrzpaństwowe, zamieszki, przemoc międzyetniczą; a także “załamania instytucjonalne”, czyli nagłe, gwałtowne i przełomowe zmiany w instytucjach rządowych, a także – w skrajnych przypadkach – załamania całych cywilizacji.

Ekstremalne warunki pogodowe zwiększają przemoc we wszystkich z trzech wymienionych powyżej typów konflikówe, niezależnie od położenia geograficznego, zasobności czy momentu historycznego. Współistnienie zachwiań pogodowych z niepokojami wewnętrznymi można odnaleźć w Indiach i Australii, ze zwiększoną liczbą napadów w Stanach Zjednoczonych i Tanzanii, z kryzysami etnicznymi w Europie i Azji Wschodniej, z zamieszkami w Holandii, z upadkiem starożytnych cywilizacji, z wojnami i przemieszczeniami mas ludzkich w średniowiecznej Europie.

Okazuje się wręcz, że przekonanie o tym, że nowoczesne społeczeństwa uniezależniły się od warunków pogodowych to fikcja, Klimat zdaje się być krytycznym czynnikiem utrzymania lub załamania pokoju na świecie.w społeczeństwach agrarnych zmiany klimatyczne mogły mieć duży wpływ na ekonomię, co z kolei wpływało na stabilność społeczną. Okazuje się jednak, że agresję wzbudza już sam upał lub wilgoć. Badania przeprowadzone w stablinych ekonomicznie i dostatnich społeczeństwach wykazały, że sama temperatura może wzbudzać interpresonalną wrogość lub agresję. Na przykład, badanie z 1994 roku, przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazało, że skłonność policjantów do użycia broni wzrastała znacznie w zależności od temperatury pomieszczenia, w jakim się znajdowali.

Badanie "Quantifying the influence of climate on human conflict," zostało opublikowane w Science Aug. 1.

czwartek, 25 lipca 2013

Dziecko na krawędzi schodów

Unikanie wysokich krawędzi, klifów, parapetów, skalnych półek jest kluczowym warunkiem przetrwania. Zdają się jednak nie zdawać z tego sprawy niemowlaki, które na wczesnym etapie rozwoju nie wykazują żadnego strachu przed takimi niebezpieczeństwami.

Zastanawiali się kiedyś Państwo, w jaki sposób wykształca się w nas lęk przed wysokością? Naukowcy z Kalifornii i Japonii twierdzą, że jest to wynik eksploracji otoczenia, którego dokonujemy jeszcze w czasie niemowlęctwa. Artykuł na ten temat można znaleźć w in “Psychological Science”.

Gdy tylko dzieciak nauczy się pełzać lub raczkować, natychmiast ciągnie go do skraju łóżka, tapczanu albo schodów. W artykule można przeczytać, że kiedy umieścimy dziecko w pobliżu pozornego spadku – na przykład stole pokrytym dodatkową warstwą szkła, pod którą jest podłoga – nie dość, że malcy nie odczuwają strachu, ale są wręcz zafascynowani i bez wahania poruszają się po szkle, pod którym jest przepaść.

Lęk pojawia się około 9 miesiąca życia. Nie mają na to – co najciekawsze – wpływu, żadne doświadczenia dzieci z przeszłymi upadkami, jak również nie ma na to wpływu rozwój percepcji przestrzeni.

Psychologowie Audun Dahl, Joseph Campos, David Anderson i Ichiro Uchiyama z University of California i Doshisha University podejrzewają, że największe znaczenie w rozwoju lęku przed wysokością mają doświadczenia związane z przemieszczaniem się.

Aby to sprawdzić, podzielono dzieci na dwie grupy. Istotne, że żadne z nich nie zaczęło jeszcze poruszać się o własnych siłach. Części z nich “zafundowano” możliwość poznawania przestrzeni w formie spacerów w wózeczku dla dzieci (grupa eksperymentalna), podczas gdy pozostałe nie miały takiej możliwości (grupa kontrolna).

Zebrane dane były jednoznaczne: dzieciom, które były wożone w wózeczkach, przyspieszało tętno w momencie zbliżania się do “niebezpiecznych” (zabezpieczonych szkłem) krawędzi, podczas gdy dzieci z grupy kontrolnej pozostawały w takich sytuacjach niewzruszone.

Co mają wspólnego – doświadczenia lokomocyjne i lęk przed wysokością? Badacze twierdzą, że wraz z rozwojem tych doświadczeń, niemowlaki w większym stopniu polegają na informacjach zdobywanych za pomocą wzroku i na tym, że ich poruszanie się w przestrzeni zależy od środowiska, w jakim się znajdują. Znajdując się na krawędzi (schodów, urwiska, na parapecie okna) zasób wiedzy potrzebnej do poruszania się, jest znacznie mniejszy, co skłania dzieci (i oczywiście dorosłych) do zwiększonej uwagi i lęku.

Istotne jest, iż lęk przed wysokością nie wynika – jak pokazuje to badanie – z naśladowania dorosłych, ale z wykształconych na bardzo wczesnym etapie rozwoju doświadczeniach. Dzieci z różnych powodów (neurologicznych, kulturowych, środowiskowych albo medycznych) pozbawione doświadczeń lokomocyjnych, będą również przejawiać opóźniony lub niewykształcony lęk przed wysokością. Lęk, który – zauważmy – jest jednym z istotnych warunków przetrwania.

Z drugiej jednak strony – warto na koniec dodać – okres, w którym nie boimy się wysokości, daje nam możliwość swobodnej eksploracji otoczenia, wytworzenia w sobie strategii przemieszczania sięw przestrzeni i adaptowania świata do naszych potrzeb. Paradoksalnie więc, skłonność do eksploracji ryzykownych miejsc może być jednym z ważnych czynników naszego rozwoju.

A. Dahl, J. J. Campos, D. I. Anderson, I. Uchiyama, D. C. Witherington, M. Ueno, L. Poutrain-Lejeune, M. Barbu-Roth.The Epigenesis of Wariness of Heights. Psychological Science, 2013; 24 (7):

http://babycenter.berkeley.edu/VideoClips/Baby1-%20Deep.mov.MPG

wtorek, 23 lipca 2013

Brzydcy ludzie częstszymi ofiarami mobbingu

Wiadomo, że w szkołach każdego szczebla nieaktracyjne fizycznie osoby bywają ofiarami szyderstw lub przemocy, podczas gdy osoby atrrakcyjne są częściej otaczane sympatią. Jak pokazują badania, tego typu przykre zjawiska nie ograniczają się do edukacji. Koledzy z pracy mogą być tak samo okrutni, jak gimnazjaliści.

Badanie profesora zarządzania Timothy’ego Judge’a, z University of Notre Dame’s Mendoza College of Business i Brenta Scotta z Michigan State University jest pod tym względem pionierskie. W artykule opublikowanym w periodyku Human Performance badacze opisują wyniki swoich analiz dotyczących zachowań “kontrproduktywnych” (counterproductive behaviors) i ich wpływ na pracowników. Dowodzą, że atrakcyjność fizyczna odgrywa w tym, jak się traktuje pracownika, taką samą rolę, jak osobowość, umiejętności czy kompetencje.

Badaniem objęto 144 pracowników służby zdrowia. Zapytano ich, jak często w ostatnim czasie spotkali się oni z okrutnym traktowaniem, takim jak obrażanie słowne, niegrzeczne zachowania czy też wyśmiewanie się. Atrakcyjność fizyczna badanych była oceniana przez bezstronne osoby, na podstawie zdjęć.

Okazało się, że osoby ocenione jako nieatrakcyjne fizyczne, znacznie częściej były ofiarami wyzwisk i niegrzecznego, a nawet okrutnego, traktowania.

Wiele analiz ealizowanych w psychologii, marketingu i teorii zarządzania wykazały, że “piękne znaczy dobre” dla wyników rynkowych (zysków, wizerunku, oceny jakości). Piękne osoby są bardziej pewne siebie i mają wyższą ocenę własnej wartości. Przez otoczenie są one odbierane jako inteligentne i uczciwe. Wykazano też, że patrzenie na ładnych ludzi, wprowadza nas w lepszy nastrój.

Badania te są w miarę powszechnie zaakceptowane przez społeczeństwo. Przyznajemy, że ładni są traktowani dobrze. Trudniej nam przyznać, że wobec brzydkich bywamy okrutni tylko dlatego, że są nieatrakcyjni. Jak przyznają autorzy artykułu, przełamanie tego zjawiska jest bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe

Brent A. Scott, Timothy A. Judge. Beauty, Personality, and Affect as Antecedents of Counterproductive Work Behavior Receipt. Human Performance, 2013; 26 (2)

niedziela, 21 lipca 2013

Czy związki “na odległość” są skazane na niepowodzenie?

“Związki na odległość” są zazwyczaj skazywane na niepowodzenie, choć ludzie zawiązują je od wieków. Czy rzeczywiście więzi tego typu są słabsze od tych, jakie tworzą pary mieszkające blisko siebie? Okazuje się, że niekoniecznie, co wykazały badania opublikowane niedawno “Journal of Communication”. Ludzie pozostający w związkach na odległość bardzo często tworzą relacje silniejsze, bardziej stałe i głębsze niż tzw. “normalne” związki.
Badania przeprowadzili Crystal Jiang z City University of Hong Kong i Jeffrey Hancock z Cornell University. Poprosili oni osoby pozostające w dalekich i bliskich geograficznie związkach o dostęp do ich codziennych interakcji: face-to-face, telefonicznie, przez czat, sms-owo, przez komunikator lub za pomocą poczty elektronicznej. Następnie, po tygodniu, zbadano, do jakiego stopnia partnerzy zwierzali się z intymnych spraw i problemów, jak również, jak często okazywało się, że wykonują oni jednocześnie te same lub podobne czynności. Porównując “związki na odległość” z “normalnymi”, okazało się, że w przypadku tych pierwszych pary czuły większą więź, zaufanie, a interakcje były bardziej intymne. Osoby związane “na odległość” bardziej odkrywały się przed partnerem/partnerką, a także – co ciekawe – w więkzym stopniu idealizowały drugą połówkę. Oba te zachowania pojawiały się częściej wtedy, gdy partnerzy komunikowali się za pomocą mediów opartych na pisaniu, asynchronicznych i mobilnych.
Niewiele jest badań poświęconych związkom “na odległość”, prawdopodobnie dlatego, że powszechnie uważa się je za rzadkie i nietypowe. Można znaleźć badania poświęcone temu, w jaki sposób takie pary rozwiązują problemy takie jak zazdrość lub stres. Jiang i Hancock próbują dowieść, że tego typu relacje nie zawsze są problematyczne. Niektóre badania dowodzą wręcz, że związki “na odległość” cechuje taka sama lub nawet wyższa “jakość uczuć”, od związków, w których partnerzy mieszkają ze sobą lub blisko siebie.
W związku z rozwojem techniki, związki “na odległość” są coraz bardziej powszechne. Pary nie mieszkają w tym samym miejscu z wielu różnych powodów i komunikują się korzystając z coraz to nowych technologii. Na przykład w samych Stanach Zjednoczonych w ten sposób żyje około 3 milionów par, i nawet do 50% studentów.
Jak piszą autorzy badania, “nasza kultura preferuje częstą bliskość fizyczną i regularne kontakty face-to face, a związki <<na odległość>> odstają od tej normy. Jak się jednak okazuje, z tego typu relacjami nie jest tak źle, jak by można przypuszczać. Partnerzy w takich parach muszą starać się bardziej podtrzymywać uczucie, niż w normalnych związkach, i dzięki temu relacje są bliższe, bardziej intymne”
Źródło: L. Crystal Jiang, Jeffrey T. Hancock. Absence Makes the Communication Grow Fonder: Geographic Separation, Interpersonal Media, and Intimacy in Dating Relationships. Journal of Communication, 2013; 63 (3): 556



czwartek, 27 czerwca 2013

Niemowlęta potrafią odczytywać emocje innych ludzi

Wbrew powszechnemu przekonaniu, niemowlęta potrafią odczytywać uczucia innych ludzi, być może nawet dużo lepiej, niż dorośli odgadują uczucia niemowląt. Profesor psychologii Ross Flom udało się udowodnić, że umiejętność ta wykształca się już w wieku pięciu miesięcy. Jak wynika z badań profesor Flom, niemowlęta potrafią odczytywać emocje nie tylko innych ludzi, ale również zwięrząt, takich jak psy albo małpy.

Ponieważ noworodki nie potrafią werbalizować swoich potrzeb (głodu, snu, zmęczenia), pierwotnym sposobem komunikowania ich potrzeb są emocje – twierdzi Flom. Dlatego zmiany nastroju i potrzeb przejawiają się u nich za pomocą umiejętnego wzbudzania uczuć u bliskich. Umiejętność ta pojawia się około szóstego miesiąca życia w przypadku bliskiej rodziny i około siódmego – w przypadku pozostałych dorosłych.

Aby sprawdzić, w jaki sposób niemowlęta odbierają (odczytują) emocje swoich rówieśników, Flom i jej zespół postanowił sprawdzić umiejętność dopasowywania dźwięków wyrażających określone emocje z odpowiadającymi im wyrazami twarzy. Okazało się, że już pięciomiesięczne dzieci potrafią skojarzyć pozytywne i negatywne odgłosy swoich rówieśników z odpowiadającymi im gestami twarzy. Posiadają one tę umiejętność dlatego, że służy im ona do przekazywania i komunikowania ich własnych emocji do innych ludzi.

Jak zrealizowano eksperyment? Dzieci zostały posadzone przed dwoma monitorami. Na jednym wyświetlano film ze śmiejącym się niemowlęciem, a na drugim – z dzieckiem smutnym, niezadowolonym. Kiedy z głośników wydobywał się głos zadowolonego dziecka, niemowlęta przed monitorami skupiały uwagę na nagraniu śmiejącego się szkraba. Zjawisko zachodziło – analogicznie – również w drugą stronę. Ważne, iż nagranie wideo nie było zsynchronizowane z dźwiękiem wydobywającym się z głośnika.

Flom twierdzi, że dzięki temu badaniu potwierdzamy się w przekonaniu, iż nawet bardzo małe dzieci są bardzo uwrażliwione i na pewnym poziomie “świadome” różnego rodzaju emocji. “W pierwszych 2 i pół roku życia uczymy się więcej, niż przez całe nasze życie, dlatego tak ważne jest dbanie o prawidłowy rozwój niemowlaków, gdyż to procentuje przez całe życie”. 

Źródło: Mariana Vaillant-Molina, Lorraine E. Bahrick, Ross Flom.Young Infants Match Facial and Vocal Emotional Expressions of Other Infants. Infancy, 2013;

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Za późno na dworcu? Odrzucona karta kredytowa? Wszystko to wina nadprecyzji.

Zbyt wielkie przekonanie o precyzji własnych przekonań i przewidywań (overprecision) może mieć poważne konsekwencje w wielu dziedzinach życia: na giełdach akcyjnych, w pracy lekarzy, bukmacherów, pilotów i kierowców. W codziennym życiu może prowadzić do sporów w zwykłych dyskusjach.

Z badań Alberta Mannesa i Dona Moore wynika, że owa “nadprecyzja” jest nie tylko powszechna, ale stanowi ważną część tego, co określamy mianem “przesadnej pewności siebie” (overconfidence). Ta ostatnia wynika z wysokiej skuteczności naszych codziennych przewidywań.

Badanie pokazało, że im bardziej jesteśmy pewni co do przewidywań w warunkach niepewności, w tym mniejszym stopniu jesteśmy skłonni do zmiany naszych przewudywań w momencie zmiany warunków lub zwiększenia kosztów ewentualnego błędu.

Jednym słowem, przeceniamy wartość wiedzy, którą – naszym zdaniem – posiadamy i nie doceniamy wiedzy, której – naszym zdaniem – nie posiadamy.

Wyniki badania opublikowano w Psychological Science, periodyku the Association for Psychological Science.

Zjawisko “nadprecyzji” zazwyczaj bada się za pomocą pytań o oszacowanie, z pewnością np. 90%, pewnej wartości liczbowej, na przykład długości rzeki. Niestety, tego typu metoda nie zawsze jest skuteczna i niekoniecznie odzwierciedla szacowania, których dokonujemy w codziennym życiu. Przybycie na dworzec kolejowy na 15 minut po planowanym odjeździe nie jest tym samym, co przybycie 15 minut wcześniej.

Mannes i Moore stworzyli trzy narzędzia badające asymentryczną naturę codziennych oszacowań. Uczestnicy badania próbowali odgadnąć temperaturę w losowo wybranych dniach, a dokładność przewidywań była nagradzana czymś w rodzaju loterii z nagrodami. W niektórych przypadkach, losy przyznawano tym, którzy odgadli temperaturę dokładnie lub prawie dokładnie. W inych przypadkach tym, którzy trafili, lub wskazali zbyt wysoką wartość. W jeszcze innych tym, którzy trafili, lub wskazali zbyt nisko.

Okazało się, że badani dopasowywali swoje przewidywania do antycypowanej wypłaty po otrzymaniu (lub nie) wygranej. To było do przewidzenia.

Interesujące było jednak to, że badani dopasowywali swoje przewidywania w stopniu niewspółmiernym do posiadanej przez nich wiedzy o lokalnych temperaturach powietrza, tak, jakby byli zbyt mocno przeświadczeni i swoich możliwościach przewidywania.

Dopiero, gdy badani wprowadzili wygórowany czynnik w postaci dwuipółkrotnego przemnożenia możliwego błędu, zdołali przezwyciężyć skłonność badanych do nadprecyzji.

Zjawisko to tłumaczy wiele sytuacji, w których skłonność do zbytniej wiary do własnych możliwości szacowania prowadzi do mniej lub poważnych problemów. Spóźnień na lotnisko, odrzuconych kart kredytowych i wielu innych sytuacji, kiedy pozostawianie sobie zbyt małej przestrzeni na błąd prowadzi do kłopotów.

A. E. Mannes, D. A. Moore. A Behavioral Demonstration of Overconfidence in Judgment. Psychological Science, 2013; DOI: 10.1177/0956797612470700

środa, 29 maja 2013

Dlaczego kłamiemy w sprawach seksu?

Powszechnie uważa się, że to mężczyźni są bardziej skłonni do kłamstwa, jeśli chodzi o sprawy związane z seksem. Mówi się, że mężczyźni kłamią na temat liczby partnerek/partnerów seksualnych, długości penisa, czasu trwania stosunku i wielu innych rzeczach. W 2003 roku przeprowadzono badanie opublikowane w Journal of Sex Research, w którym udowodniono, że w odpowiednich warunkach (w tym przypadku był to wykrywacz kłamstw), skłonność do oszukiwania jest taka sama wśród mężczyzn, co wśród kobiet.

Oznacza to, że mężczyźni są skłonni do kłamania o swoim życiu seksualnym niezależnie od okoliczności. Kobiety nie kłamią, kiedy jest szansa bycia złapaną na oszustwie. Było to szczególnie widocznie w przypadku pytania o liczbę partnerów/partnerek seksualnych. Kiedy szansa na wykrycie kłamstwa była niewielka, chętnie wprowadzały one otoczenie w błąd, unikając oskarżenia o rozwiązłość.

W ciągu ostatniej dekady niewiele się zmieniło, czego dowodzą wyniki badania opublikowanego w najnowszym numerze periodyku The Sex Roles. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, starają się sprostać kulturowym oczekiwaniom związanym z rolami mężczyzn i kobiet w społeczeństwie.

Około 300 studentów poproszono o udział w badaniu, polegający na wypełnieniu kwestionariusza. Znajdowały się w nim 124 zachowania, w tym zachowania seksualne. Uczestnicy odpowiadali, jak często zdarza się wykonywać każde z nich. Następnie, niektórych z nich podłączono do urządzenia przypominającego wyglądem wykrywacz kłamstw. W rzeczywistości, była to atrapa.

W przypadku zachowań nie związanych z seksualnością, badani nie odczuwali presji, by odpowiadać zgodnie z kulturowymi wymogami roli mężczyzny lub kobiety. Na przykład, nie zanotowano różnicy w odpowiedziach kobiet na temat tego, czy lubią podnosić ciężary (stereotypowo męskie zajęcie), niezależnie od tego, czy odpowiadały w anonimowym kwestionariuszu, czy były podłączone do atrapy wykrywacza kłamstw.

W przypadku zachowań seksualnych, różnica była znacząca. Pełnią one na tyle bardziej istotną rolę, że jesteśmy w ich przypadku skłonni kłamać, aby sprostać oczekiwaniom społecznym. Podłączeni do atrapy wykrywacza kłamstw, mężczyźni przyznawali się do mniejszej liczby partnerek,  zaś kobiety – do większej liczby partnerów.

Kłamstwo jest czymś, co zawsze jest związane z ryzykiem ujawnienia. Kłamiemy wtedy, kiedy to jest konieczne i gdy oczekujemy w związku z tym pewnych korzyści. To, że w sprawach seksu jesteśmy bardziej skłonni do kłamstwa, może sugerować, że ta sfera życia jest znacznie ważniejsza od pozostałych.