niedziela, 11 marca 2018
Dzieci podobne do swoich ojców i spędzające z nimi dużo czasu są zdrowsze
niedziela, 16 lipca 2017
Czy uczymy się niechęci wobec obcych?
sobota, 8 lipca 2017
Dlaczego gwiżdżemy?
niedziela, 29 stycznia 2017
Wolisz pieska, czy siostrę?
niedziela, 16 marca 2014
Dziennikarski test Turinga
W klasycznym już teście Turinga o tym, czy komputery posiadają inteligencję miało świadczyć to, że kontaktujący się z nimi ludzie nie rozpoznawali, czy rozmawiają z człowiekiem, czy maszyną. Christer Clerwater z Uniwersytetu w Karlstad postanowił sprawdzić, czy maszyny generujące automatyczne artykuły dziennikarskie potrafią zdać podobny test. Wiadomo, że obecnie dużo zawartości newsowej produkowanych jest automatycznie i bez udziału człowieka. Czy są one na tyle doskonałe, by pozostawać nieodróżnialne od prawdziwego dziennikarza?
Badanie polegało na przedstawieniu uczestnikom eksperymentu różnych artykułów: czy to napisanych przez prawdziwą osobę, czy wygenerowanych automatycznie. Badani zostali następnie poproszeni o ocenę tego, co przeczytali, pod względem jakości, stylu, wiarygodności, obiektywności itd.
Jakie były rezultaty eksperymentu? Treści tworzone przez dziennikarzy były częściej oceniane jako “dobrze napisane”, przyjemne do czytania i spójne. Równocześnie, artykuły generowane komputerowo częściej odbierano jako zbyt opisowe i nudne, ale jednocześnie uważano je za obiektywne i godne zaufania. Patrząc całościowo, czytelnicy mieli trudności z odgadnięciem, które teksty były napisane przez dziennikarza, a które wygenerowane automatycznie.
Być może najważniejszym wynikiem badania Clerwalla jest odkrycie, że czytelnicy właściwie nie potrafią wykrywać autorstwa czytanych przez siebie tekstów. Czy to znaczy, że maszyny mogą już niedługo zastąpić dziennikarzy? Na pewno automaty zrobią to szybciej, ale prawdopodobnie jeszcze długo nie przebiją człowieka pod względem kreatywności, umiejętności interpretacji i wyrażania subiektywych opinii. Nie ma jednak wątpliwości, że maszyny będą coraz mocniej wpływać na kształt współczesnego dziennikarstwa.
Źródło: Christer Clerwall. Enter the Robot Journalist. Journalism Practice, 2014; 1 DOI:10.1080/17512786.2014.883116
czwartek, 30 stycznia 2014
Dlaczego kobiety tak lubią Facebooka – kilka słów o teorii umysłu
Jednym z największych problemów osób cierpiących na autyzm są trudności w relacjach społecznych. U autystyków przejawiają się one brakiem umiejętności funkcjonowania w społeczeństwie. Osoby takie nie potrafią wczuwać się w emocje innych, przewidywać ich zachowań, rozumieć wpływ, jaki własne zachowania mają na inne osoby. Najciekawszym przykładem są osoby cierpiące na Zespół Aspergera. W przypadku tej odmiany autyzmu, dysfunkcjom społecznym towarzyszy często bardzo wysoka inteligencja i wybitne kompetencje językowe i matematyczne. Osoby z Aspergerem, mimo wszelkich predyspozycji do sukcesów społecznych, mają ogromne problemy w kontaktach z innymi.
W zaburzeniach autystycznych granice między “normalnością” a stanem wymagającym leczenia lub opieki klinicznej, są płynne. Szczególnie, jeśli chodzi o umiejętności społeczne obciążone tym problemem. Wiadomo również, że inne zaburzenia psychiczne, takie jak depresja albo schizofrenia, również niosą za sobą upośledzenie zdolności do funkcjonowania w społeczeństwie, nieumiejętność oceny odbioru własnych działań przez inych, trudności z przewidywaniem skutków społecznych swoich decyzji, problemy z funkcjonowaniem w grupie i identyfikacją intencji innych
Tak zwane spektrum autystyczne, jak również inne formy zaburzeń społecznych, dotykają znacznie częściej mężczyzn niż kobiety. Różne formy autyzmu diagnozuje się u chłopców cztery razy częściej niż u dziewcząt.
Uważa się, że problemy społeczne związane są z brakiem u niektórych osób tzw. teorii umysłu (theory of mind). Pojęcie to wprowadzili w 1978 roku D. Premack i G. Woodruff. Chodzi tu o zdolność do posiadania przekonań na temat przekonań innych. Zdolność tę nazywa się intencjonalnością drugiego rzędu. Komputer, a także znakomita większość zwierząt posiada tylko intencjonalność pierwszego rzędu i nie jest w stanie “myśleć o tym, co myślą inni”. U niektórych naczelnych, a także np. u delfinów, dostrzegano przejawy teorii umysłu. Udowodniono jednak, że tylko człowiek posiada ją na tyle rozwiniętą, by można było u niego mowić o intencjalności piątego rzędu.
Przekroczenie poziomu intencjonalności drugiego rzędu odbywa się mniej więcej w połowie piątego roku życia. Z czasem, większość z nas potrafi przeprowadzać rozumowania w rodzaju: “A wierzy, że B myśli, że C chce, by D przypuszczał, że E wyobraża sobie… To jest właśnie intencjonalność piątego rzędu – cecha właściwa, o ile nam wiadomo – tylko ludziom.
Posiadanie teorii umysłu – jak łatwo się domyślić – umożliwia ludziom kłamanie. Dlatego dzieci w wieku przedszkolnym po prostu nie potrafią wprowadzać innych błąd – świat ich przekonań jest, w ich mniemaniu, światem przekonań całego świata.
Dużo ważniejszą od kłamania funkcją teorii umysłu jest – i tu wracam do początku – zdolność do rozumienia zachowań innych, przewidywania konsekwencji społecznych, kontrola nad grupą, słowem – cały zasób kompetencji społecznych, jakie posiada człowiek. Najczęściej żyjemy w warunkach, gdzie – aby osiągnąć sukces – musimy “zarządzać”, rozumieć i kontrolować bardzo liczną sieć interakcji społecznych. Zazwyczaj utrzymujemy stałe i intensywne kontakty z co najmniej kilkunastoma, a często ponad setką osób. Posiadanie teorii umysłu na poziomie intencjonalności piątego rzędu jest w przypadku cechą kluczową dla przetrwania i osiągnięcia sukcesu reprodukcyjnego.
Co ciekawe, umiejętności i społeczne, o których tutaj piszę, są – statystycznie – lepiej rozwinięte u kobiet, niż u mężczyzn. Prawdopodobnie różnica ta ma podłoże biologiczne, skoro na dysfunkcje społeczne tego rodzaju czterokrotnie częściej cierpią mężczyźni niż kobiety. Obserwacja zachowań obu płci, zarówno na etapie dojrzewania, jak i dorosłości, pokazuje, że kobiety przywiązują dużo większą wagę do swojego publicznego wizerunku, dużo częściej interesują się opinią na swój temat wśród innych osób.
Przypisywana często mężczyznom cecha indywidualistów, nonkonformistów, może wynikać po prostu z dysfunkcji społecznych, które dotykają ich częściej, niż kobiety. Nie ulega bowiem wątpliwości, że kompetencje społeczne związane z teorią umysłu (umiejętność manipulowania, ale równie dobrze zdolność empatii i rozumienia uczuć i przekonań innych ludzi), w których kobiety przewyższają mężczyzn, są ważną przewagą ewolucyjną ludzi nad innymi zwierzętami.
niedziela, 26 stycznia 2014
Kochaj bliźniego swego? Tak, ale pod pewnymi warunkami.
Większość systemów religijnych każe swoim wyznawcom szanować swoich bliźnich, niezależnie od ich rasy, narodowości, wiary i przekonań. Czy nakaz ten rzeczywiście działa? Czy religijność wpływa na szacunek do osób z naszego otoczenia?
W periodyku Psychology of Religion and Spirituality opublikowano niedawno wyniki badań zrealizowanych na Baylor University, dotyczące tego probemu. Objęto nimi 389 dorosłych Amerykanów, reprezentujących różny stopień religijności. Poproszono ich o wypełnienie kwestionariusza składającego się z 200 pytań. Wśród badanych znaleźli się między innnymi protestanci, katolicy, żydzi, muzułmanie, ateiści, buddyści i agnostycy. Na potrzeby badania, religijność zdefiniowano w odniesieniu do częstotliwości odbywania czynności o charakterze religijnym (modlitwa, obrzędy religijne, święta). Badaczy interesował również stosunek badanych do innych grup społecznych (Amerykanie pochodzący z Afryki, ateiści, homoseksualiści i inni).
Pierwotnie, badania nad hipotezą “miłością do bliźnich” prowadzono niebezpośrednio, mierząc stopień uprzedzeń lub zatajanych uogólnień wobec różnych grup społecznych. W większości tcyh badań okazywało się, że religijność nie jest pozytywnie skorelowana z “miłością bliźniego”.
Badania te były jednak obarczone poważnym brakiem. Nie uwzględniały wpływu postaw ideologicznych – na przykład autorytaryzmu – w postawie badanych wobec innych osób. Doktor Megan Johnson Shen z Wydziału Psychiatrii i Nauk o Zachowaniu w Memorial Sloan-Kettering Cancer Center w Nowym Jorku zwraca uwagę, że uprzedzenia są czymś innym od sympatii lub współczucia wobec osób z innych niż własna grup społecznych.
“Jak do tej pory, nikt tak naprawdę nie sprawdził, czy religijność ma związek z sympatią lub miłością wobec osób przebywających w naszym najbliższym otoczeniu i nie dostarczył dowodu na to, że religijność ma wpływ na pozytywne lub tolerancyjne postawy wobec osób o innym kolorze skóry, wyznaniu lub orientacji seksualnej” – stwierdza jeden z autorów badania.
Badania naukowców z Nowego Jorku przekraczają powyższe ograniczenia, usuwając z obszaru analizy osoby silnie zdeterminowane ideologicznie w kierunku autorytaryzmu, analizując wyłącznie relację między religijnością a sympatią lub miłością wobec osób z innych grup społecznych. Z badań wykluczono więc wpływ osób, które zgadzały się ze stwierdzeniami w rodzaju: “W naszym kraju jest wiele osób o innym kolorze skóry, które, postępując niemoralnie, działają na niekorzyść ojczyzny, wbrew woli Boga”. Lub też, nie zgadzały się ze stwierdzeniami takimi jak: “Każdy ma prawo do własnego światopoglądu, przekonań religijnych i preferencji seksualnych, nawet jeśli różnią się one od tych, które są powszechne w naszym społeczeństwie”.
Statystycznie, według autorów badania, autorytaryzm zaburza pozytywną korelację między religijnością a “miłością bliźniego”. Istnieje wyraźny związek między religijnością a poszanowaniem dla odmienności, o ile nie będziemy brali pod uwagę postawy radykalne i autorytarne, które występują w każdej religii i – choć zauważalne – z punktu widzenia ogółu nie mogą stanowić o obrazie całości.
Źródło: http://phys.org/news/2014-01-religious-people-neighbors-yessome.html
sobota, 25 stycznia 2014
Mówienie prawdy (prawie) zawsze jest lepsze
Na stronach Uniwersytetu w Toronto można znaleźć raport oparty na wynikach badania neuroobrazowego, z którego wynika, że nagroda za powiedzenie prawdy daje ludziom więcej przyjemności niż ta sama nagroda otrzymana za powiedzenie kłamstwa. Wyniki analiz profesora Kanga Lee zostały niedawno opublikowane w periodyku Neuropsychologia and NeuroImage.
Kang Lee dowodzi, iż dla większości osób mówienie prawdy sprawia większą przyjemność/satysfakcję niż kłamanie w wielu sytuacjach, gdzie dochodzi do wyboru: powiedzieć prawdę, czy skłamać.
Do badania, przeprowadzonego w dwóch turach, zaangażowano grupę Chińczyków. Wykorzystano nowoczesną metodę neuroobrazową – spektroskopię podczerwienią (near-infrared spectroscopy – NIRS), Jego głównym celem było – przede wszystkim – ustalenie, w jakich okolicznościach kłamanie daje ludziom większą satysfakcję niż mówienie prawdy.
Analiza objęła dwa różne typy oszustwa. W przypadku pierwszego, odbiorca wiadomości nie wiedział, że nadawca kłamie. W przypadku drugiego, nadawcy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że odbiorcy znają ich kłamliwe zamiary.
Autorów badania zaskoczył fakt, iż korowy system nagrody kłamcy był bardziej aktywny wówczas, gdy nagroda wynikała z mówienia prawny, niż wtedy, gdy wynikała z kłamstwa. Działało to w przypadku obu wymienionych wyżej typów oszustwa.
Odkryto również, że w obu sytuacjach, kłamanie generowało większą aktywność mózgową niż mówienie prawdy. Kłamstwo jest więc bardziej kosztowne energetycznie niż mówienie prawdy i zużywa więcej zasobów neuronalnych.
Autorzy badania mają nadzieję, że ich wyniki popchną do przodu dążenia do poznania mechanizmów stojących za zjawiskiem kłamania, równie wszechobecnego, jak i częstego, a także pozwolą diagnozować i leczyć patologicznych kłamców.
The researchers hope this study will advance understanding of the neural mechanisms underlying lying, a ubiquitous and frequent human behavior, and help to diagnose pathological liars who may have different neural responses when lying or telling the truth.
Źródło: www.utoronto.ca
czwartek, 23 stycznia 2014
Mężczyźni zapominają szybciej
Dziewczyno, nie jesteś osamotniona w tym problemie. Jeśli Twój chłopak, kochanek albo mąż zapomina rocznicy waszego związku albo daty imienin Twojej mamusi, robi to dlatego, że jest facetem i zapomina szybciej niż kobieta.
Naukowcy z Norwegian University of Science and Technology (NTNU) w Trondheim byli zaskoczeni skalą tego międzypłciowego zróżnicowania. Z badań opublikowanych przez nich pod koniec ubiegłego roku wynika, że problem męskiej demencji dotyczy równie często trzydziesto-, jak i sześćdziesięciolatków.
Badania profesora Josteina Holmena można uznać za przełomowe. Razem z zespołem objął badaniem 48 tysięcy osób w ramach tzw. kohorty HUN3. Badanym zadano serię dziewięciu pytań o kondycję ich pamięci: jak często mieli problemy z zapamiętywaniem codziennych spraw, dat lub imion, o to, czy pamiętają, co robili rok temu, a także o to, czy pamiętają szczegóły rozmów przeprowadzonych kilka dni wstecz.
Wśród mężczyzn, problemy z pamięcią pojawiały się średnio w ośmiu na dziewięć zadanych pytań. Niestety, norwescy naukowcy nie znaleźli jeszcze odpowiedzi na pytanie, dlaczego mężczyźni częściej niż kobiety zgłaszają problemy z pamięcią. Dla samego Holmena pozostaje to zagadką.
Kobiety, co prawda, również przyznają się do problemów z pamięcią. Zdarza się to jednak w ich przypadku zdecydowanie rzadziej, niż wśród mężczyzn.
Tendencja do zapominania rośnie wraz z wiekiem, lecz w mniejszym stopniu, niż dotychczas sądzono. Trzydziestolatki zapominają prawie tak samo często, jak pięćdziesięciolatki.
Badanie pokazało również, że stopień wykształcenia jest skorelowany ze skłonnością do zapominania. Osoby lepiej wykształcone pamiętają lepiej, niż słabo wykształceni. Osoby cierpiące na depresję lub stany lękowe również częsciej mają kłopoty z zapamiętywaniem. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
Profesor Holmen chciałby jeszcze sprawdzić, czy wśród osób zgłaszających problemy z pamięcią w młodym wieku, ryzyko pojawienia się starczej demencji jest większe. Podkreśla, że kliniczna przyczyna tych problemów nie jest jeszcze do końca odkryta.
Źródło: http://www.eurekalert.org/pub_releases/2014-01/nuos-mfm012214.php
poniedziałek, 28 października 2013
Zakochani mężczyźni chadzają wolniej
Mężczyna zwalnia kroku, kiedy idzie z kobietą, którą kocha. Z reguły bowiem mężczyźni chodzą przeciętnie szybciej niż kobiety. Dzieje się tak dlatego, że szybkość poruszania uzależniona jest od cech fizycznych. Używamy naszych mięśni i stawów w taki sposób, aby zminimalizować wydatki energetyczne. Masa ciała i długość kończyn wpływają na szybkość chodzenia i tak się składa, że zarówno jedno, jak i drugie, jest u mężczyzn większe.
Ciekawe i niejasne jest natomiast to, co się dzieje, kiedy mężczyzna i kobieta idą razem. Kiedy jedno z nich zmienia tempo swojego naturalnego kroku, aby zrównać je z krokiem partnera, które z nich dostosuje się do tempa drugiej osoby? Okazuje się, że mężczyzna.
Aby dojść do tego wniosku, naukowcy z Seattle Pacific University w Waszyngtonie badali tempo kroków jedenastu mężczyzn i kobiet, podążających, kolejno, samotnie, z osobą tej samej płci, z osobą odmiennej płci, z “ważnym innym” trzymając się za ręce i z “ważnym innym” bez trzymania się za ręce.
Udało się zaobserwować, że mężczyźni idący w towarzystwie kobiety, w stopniu znacznym zwalniali tempo swojego kroku, dostosowując się do idącej obo nich kobiety. Działo się tak jednak tylko wtedy, kiedy te kobiety były dla mężczyzn kimś ważnym, gdy istniała między nimi jakaś relacja emocjonalna. Spacer ze zwykłymi znajomymi, niezależnie od ich płci, nie wpływał na tempo kroku, ani mężczyzn, ani kobiet. Kobiety tylko nieznacznie przyspieszały, spacerując ze swoim partnerem. Ich zmiana tempa była jednak nieporównanie mniejsza niż w przypadku mężczyzn. Według autorów badania, dostosowywanie tempa kroku ma miejsce wyłącznie w przypadku partnerów w związku.
Z punktu widzenia biologii zjawisko to da się wytłumaczyć w ten sposób, że mężczyźni w większym stopniu są w stanie zakłócić swoją równowagę energetyczną (w tym przypadku polegającą na zwolnieniu tempa poruszania się), aby zachować przy sobie partnerkę. System reprodukcyjny kobiety jest bowiem znacznie bardziej wrażliwy na zakłócenia energetyczne, niż mężczyzn. W społecznościach łowieckich, gdzie dochodziło do częstego przemieszczania się na bardzo długie dystansem, zbyt wielkie wydatki energetyczne mogłby wpłynąć negatywnie na możliwość zajścia w ciążę.
Na podstawie:http://healthland.time.com/2013/10/23/men-walk-slower-when-theyre-in-love/
środa, 16 października 2013
Dziecko wie, że ściemniasz
Już półtora roczne dzieci potrafią rozpoznawiać ludzkie emocje i kłamstwa, wykazały badania psychologów z Concordia University opublikowane w Infancy: The Official Journal of the International Society on Infant Studies. Chiarella and Diane Poulin-Dubois pokazują tam, w jaki sposób niemowlęta potrafią wykrywać emocje danej osoby. Oceniają one mianowicie ich zasadność, biorąc pod uwagę kontekst, w jakim dochodzi do obserwacji tych emocji. Badaczki udowadniają, że niemowlęta rozumieją, w jaki sposób znaczenie doświadczenia jest bezpośrednio związane z ekspresją emocji.
Konsekwencje tego odkrycia są poważne, oczywiście w szczególności dla osób opiekującej się niemowlętami. Profesor Poulin-Dubois mówi:
Nasze badanie pokazuje, że małych dzieci nie da się zwieść, wmawiając im, że to, co sprawia ból, jest przyjemne. Dorośli często próbują uchronić niemowlęta przed stresem, uśmiechając się przed dostarczeniem ngatywnego doświadczenia (np. zastrzyku). Dzieci jednak, jeszcze przed ukończeniem 2 lat, potrafią zrozumieć, które emocje odpowiadają tak naprawdę za jakie bodźce"
Badanie przeprowadzono w takie sposób, że po wybraniu 92 niemowlaków w wieku 15 i 18 miesięcy, zainscenizowano przed nimi sytuacje, w których aktor odgrywał kilkanaście scenariuszy. W niektórych emocje aktora odpowiadały odgrywanej w sytuacji, w innych – nie. Na przykład, przedstawieniu pożądanej zabawki towarzyszył smutek. W innym przypadku, skalczeniu palca towarzyszyły emocje typowe dla odczucia bólu.
15-miesięczne dzieci nie wykazywały znaczącej różnicy w reakcji na różne wydarzenia, okazując na przykład empatię wobec wszystkich smutnych twarzy, jakie widziały, niezależnie od tego, z czego one wynikały. Dowodzi to, że rozumienie związku między ekspresjami mimicznymi wyrażającymi doświadczenia emocjonalne nie jest jeszcze rozwinięte w tym wieku.
18-miesięczne dzieci zachowywały się już inaczej. Z łatwością wykrywały, gdy emocje widoczne na twarzy badacza nie zgadzały się z doświadczeniem. Dużo więcej czasu poświęcały na obserwację zachowań mimicznych, a także – co ciekawe – bardzo często szukały w takich sytuacjach wzrokiem swojego opiekuna, aby potwierdzić wątpliwości co do interpretacji tego, co obserwowały. 18-miesięczne dzieci okazywały współczucie tylko w wypadku, kiedy smutna twarz aktora/badacza była połączona z negatywnym doświadczeniem.
Profesor Chiarella wyjaśnia, że bezkrytyczna empatia wobec wszystkich smutnych twarzy obserwowana wśród młodszych dzieci jest zachowaniem adaptacyjnym. “Umiejętność wykrywania smutku i reakcji nań wynika z ewolucji. Jednakże, aby funkcjonować prawidłowo w społeczeństwie, dzieci muszą rozwinąć umiejętność rozumienia zachowania innych poprzez wchodzenie w interakcje, a to wymaga czasu”.
Badaczki pracują obecnie nad problemem, na ile dzieci postawione przed sytuacją, w której wyrażane emocje nie są adekwatne do zaistniałej sytuacji, są skłonne do pomocy i uczenia się od innych.
Poniżej znajduje się film prezentujący przebieg eksperymentu.
Więcej na: http://www.concordia.ca/news/releases/2013/10/16/babies-know.html
poniedziałek, 14 października 2013
Do łóżka!
Nieregularne pory snu, deregulując naturalny rytm organizmu, nie tylko wpływają na niską jakość snu wśród dzieci, ale mogą leżeć u podstaw zaburzeń w rozwoju mózgu oraz umiejętności regulacji niektórych zachowań. Autorka badań opublikowanych w periodyku “Pediatrics”, profesor Yvonne Kelly, stwierdza:
Nieustalone pory snu, ciągłe zmiany pory kładzenia się i wstawania z łóżka, powodują stan umysłu i ciała, przypominający ‘jet lag’ i wpływają nehatywnie na zdrowy rozwój dziecka i normalne funkcjonowanie w ciągu dnia. Wiemy, że wczesny rozwój dziecka ma przemożny wpływ na jego zdrowie i dobrostan w ciągu całego życia. W naszym badaniu staraliśmy się wykazać, jak istotne są w tym kontekście zaburzenia rytmu snu, szczególnie w wieku niemowlęcym.
W badaniu przeanalizowano dane od ponad 10000 dzieci, pochodzące z UK Millennium Cohort Study. Wzięto pod uwagę pory snu osób w wieku trzech, pięciu i siedmiu lat, a także dołączone do tego raporty rodziców i nauczycieli o problemach wychowawczych z tymi dziećmi.
Udało się ustalić istotną statystycznie zależność między regularnością pór snu a ich problemami behawioralnymi. Przyczyna tkwi najprawdopodobniej w zaburzeniach rytmu okołodobowego, prowadzącego do deprywacji snu i w rezultacie zaburzeń w rozwoju mózgu.
Dzieci, które we wczesnym dzieciństwie nie chodzą regularnie spać, osiągają niższe niż przeciętne wyniki w testach behawioralnych: są nadpobudliwe, sprawiają problemy wychowawcze, nie dogadują się z rówieśnikami i mają kłopoty emocjonalne. Wprowadzenie regularnych pór chodzenia spać może w pewnym stopniu odwrócić te niepożądane procesy.
Nieregularne pory chodzenia spać są najbardziej powszechne w wieku trzech lat, kiedy to około 25% maluchów zasypia o różnych porach. Natomiast już wśród siedmiolatków około połowa chodzi spać regularnie między 19.30 a 20.30. Dzieci, które chodzą spać o nieregularnych porach albo kładą się po 21, pochodzą często ze środowisk dysfunkcyjnych społecznie, co zostało wzięte pod uwagę w analizie.
Na szczęście, jak wspomniałem, wyniki badania pokazują, że negatywne skutki nieregularnego snu są do pewnego stopnia odwracalne. Który to wniosek obecnym i przyszłym mam i tatom dedykuję.
środa, 2 października 2013
Sieci społeczne w islandzkich sagach o Wikingach
Okazuje się, że Wikingowie, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, posiadali bardzo złożony system społeczny. Przeczy to stereotypowym wizerunkiem Wikingów jako milczących, agresywnych dzikusów. Zajęli się tym problemem Pádraig Mac Carron and Ralph Kenna z University's Applied Mathematics Research Centre. Przeprowadzili oni w tym celu szczegółową analizę relacji społeczych opisanych w znalezionych na Islandii manuskryptach.
Wyniki opisano w European Physical Journal. Podstawowym celem analizy było zweryfikowanie, na ile sagi opisujące życie Wikingów mają związek z rzeczywistością. W badaniu zastosowano statystyczną analizę zachowania sieci społecznych. Poszczególne węzły reprezentują w niej jednostki lub grupy, połączone różnego rodzaju powiązaniami (rodzinnymi, politycznymi, ekonomicznymi i innymi).
Autentyczność pochodzących z czasów osiedlania Islandii dokumentów, na których oparte jest badanie, bywa poddawana w wątpliwość. Krytycy twierdzą, że zawierają one zafałszowany obraz ówczesnego społeczeństwa, a badania Mac Carrona i Kenna potwierdzają te błędy.
Rozrysowali oni interakcje między ponad 1500 postaci pojawiających się w 18 sagach, w tym pięciu najbardziej znanych epickich opowieściach. Wynikło z nich, że ogólnie rzecz biorąc, sagi Wikingów odzwierciedlają dosyć dokładnie rzeczywistą strukturę i dynamikę sieci społecznych. O ile opowieści o banitach mają podobne właściwości do europejskich historii o bohaterach, to – na przykład “sagi rodzinne” różnią się od swoich późniejszch odpowiedników w Europie.
Wykazano również, że powieści Tolkiena, pozostającego pod silnym wpływem literatury nordyckiej, mają inną strukturę od sag kultury Wikingów.
Naukowcy podkreślają, że ich badanie różni się zasadniczo od tradycyjnego podejścia do badań porównawczych starożytnych tekstów. Tamte skupiają się na aspektach jakościowych, podczas gdy tu zastosowano metody statystyczne. Skoncentrowano się nie na poszczególnych postaciach i wydarzeniach, ale na relacjach. Dzięki temu udowodniono, że społeczeństwo opisane w sagach ma właściwości podobne do tych występujących w realnych sieciach społecznych.
Za: http://www.alphagalileo.org/ViewItem.aspx?ItemId=134994&CultureCode=en
poniedziałek, 30 września 2013
Kiedy ludzie stają się nerwowi, zaczynają śmierdzieć
Kiedy ludzie stają się nerwowi, zaczynają pachnieć odrażająco. Naukowcy uważają, że efekt ten działa jak sprzężenie zwrotne, zwiększając poczucie zaniepokojenia i prowadząc do depresji. Zespół pod kierownictwem dra Wena Li z University of Wisconsin-Madison opublikował wyniki swoich badań, które mogą pomóc lepiej zrozumieć dynamiczną naturę percepcji zapachu, ale również biologicznych podstaw chronicznego lęku.
Doktor Li stwierdza, że po wystąpieniu lęku, neutralny zapach zmienia się u ludzi w zapach nieprzyjemny. Wraz ze swoimi współpracownikami (Elizabeth Krusemark, Lucas Novak i Darren Gitelman) użył technik behawioralnych i funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. U kilkudziesięciu badanych, za pomocą serii niepokojących obrazów i napisów, zbadano zapachową reakcję na pojawienie się lęku.
Przedtem jednak poddano ich działaniu szeregu neutralnych zapachów, które mieli oni za zadanie ocenić. Po wyjściu z aparatu rezonansu magnetycznego, gdzie pokazywano im “straszne” treści, jeszcze raz oceniali oni te same zapachy. Okazało się, że w większości przypadków, te same zapachy, które wcześniej oceniono neutralnie, tym razem uznano za “smród'”.
Podczas eksperymentu zaobserwowano ciekawe współpowiązanie dwóch obszarów mózgu, uznawanych dotychczas za słabo ze sobą powiązane: tego odpowiedzialnego za zmysł powonienia oraz obszaru odpowiedzialnego za emocje. Jak się okazało, działają one wspólnie w sytuacji poddenerwowania (stresu). Normalnie w zmysł zapachu zaangażowany jest tylko system odpowiedzialny za powonienie. Jednak gdy osobnik staje się zdenerwowany – twierdzą badacze – system emocji staje się niejako częścią aparatu powonienia.
Choć dwa te systemy są fizycznie położone obok siebie, w normalnych okolicznościach nie dochodzi do istotnych interakcji między nimi. Kiedy jednak dochodzi do sytuacji stresu, stają się one emergentną, połączoną siecią.
Inaczej mówiąc, wchodząc w stan zdenerwowania, odbieramy rzeczywistoć jako mniej przyjazną, również zapachowo. Otoczenie staje się “śmierdzące” w okolicznościach stresogennych. Niestety, efekt ten może działać jak niebezpieczna pętla: osoba zdenerwowana może posądzać siebie o brzydki zapach, co nie pozostaje bez wpływu na jej samopoczucie i spokój.
Badanie zostało opublikowane w Journal of Neuroscience. Więcej informacji:: University of Wisconsin-Madison
poniedziałek, 23 września 2013
Już kilkuletnie dzieci wiedzą o rytuałach społecznych
Jaka jest funkcja takich rytuałów społecznych, jak uścisk dłoni na powitanie czy mówienie “na zdrowie” po tym, jak ktoś kichnie? Z badań psychologów z The University of Texas, te społeczne konwencje dają ludziom poczucie przynależności do grupy. Okazuje się, że nawet kilkulatkowie szybko i łatwo przyswajają te rytuały społeczne.
Wyniki badań, opublikowane w inCognition, dają nowe spojrzenie na to, jak dzieci uczą się rytuałów i kodów kulturowych w swoich wspólnotach.
Badacze twierdzą, że kluczowym elementem rozwoju i przekazywania wiedzy kulturowej jest naśladownictwo. Dzieci naśladują zachowania innych dzięki zwracaniu bacznej uwagi na powiązania społeczne i informacje kontekstualną.
W ramach badania, 259 dzieci w wieku od 3 do 6 lat oglądało filmy, na których ludzie wykonywali różne zadania (na przykład wbijali młotkiem kolorowe kołki w określonej kolejności). Mali uczestnicy badania oglądali różne rodzaje nagrań. W niektórych ludzie wykonywali zadania pojedynczo, w niektórych parami, w jeszcze innych – grupami. Na niektórych nagraniach widać było współpracę, w innych poszczególne osoby działały “na własny rachunek”.
Przed wykonaniem zadania, dzieciom tłumaczono albo oczekiwany efekt wykonywanych zadań (ich cel), albo ich funkcję społeczną (np. angażowanie ludzi we wspólne działania).
Jeśli na oglądanym filmie dwoje osób wykonywało to samo działanie równocześnie, a przed pokazem tłumaczono funkcję społeczną działania, dzieci powtarzały to zachowanie z dużym stopniem dokładności i zaangażowania. Uzasadniały to, twierdząc “zrobiłem to, ponieważ oni pokazali mi, jak to robić”, “musiałem to zrobić tak samo, jak oni”. Jeśli natomiast informacja przed pokazem zawierała wyłącznie wiedzę o efekcie, a na filmie pokazywano wyłącznie jednostkę wykonującą to działanie, dzieci były zdecydowanie mniej skłonne do naśladownictwa, tłumacząc to “mogę robić to, na co mam ochotę”, “zrobiłem to tak, jak sam chciałem”.
Chęć do naśladownictwa była dodatkowo większa, kiedy dzieci otrzymywały informację, że osoby wykonujące równocześnie tę samą czynność pochodzą z tej samej grupy społecznej.
Autorzy badania tłumaczą, że obserwacja grupy ludzi wykonującej tę samą czynność, w ten sam sposób i równocześnie, daje dziecku dowód, że ten sposób działania jest regulowany przez konwencję społeczną. Kiedy dziecko dostrzega taką zgodność i identyczność zachowań, przypisuje je czynnikom społecznym, czy – idąc dalej – normom mówiącym, w jaki sposób powinno się zachowywać.
Wynika stąd, iż nawet kilkuletnie dzieci potrafią odróżniać zachowanie rytualne, mające funkcje głównie społeczne, od działań zorientowanych na określony, materialny, cel.
Więcej: http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0010027713001674
czwartek, 22 sierpnia 2013
Osobowość i płodność
Mężczyźni z neurotycznymi cechami osobowości mają mniej potomstwa, czytamy w artykule opublikowanym w European Journal of Personality. Co więcej, trend ten się pogłębia. W badaniu analizowano związki między osobowością a skłonnością do posiadania dzieci. Posłużono się rozbudowanym kwestionariuszem oraz statystycznymi rejestrami urodzin.
Przy okazji odkryto, że mężczyźni, którzy są ekstrawertyczni i otwarci na świat, mają więcej potomstwa, podczas gdy kobiety z cechami takimi jak sumienność, przywiązanie do wykonywania obowiązków, rodzą mniej dzieci, niż pozostałe. W tych przypadkach nie zaobserwowano jednak znaczących zmian w czasie.
Wyniki te mogą okazać się wartościowe szczególnie dziś, gdy wskaźniki urodzeń w krajach rozwiniętych są niższe od wskaźników reprodukowalności. Być może jest tak, że psychiczne choroby cywilizacyjne, takie jak depresja, chroniczny stres lub zaburzenia nastroju, ponoszą winę za niskie wskaźniki urodzeń w Europie.
Odpowiednie zdiagnozowanie przyczyn zmian demograficznych jest niezwykle ważne, gdyż związane są z nim globalne zagadnienia związane z produkcją żywności, energetyką, bezpieczeństwem, ochroną zdrowia i wieloma innymi zagadnieniami.
Mężczyźni o osobowości neurotycznej (kapryśni i emocjonalni) rezygnują z posiadania potomstwa, jednak dotyczy to tylko mężczyzn urodzonych po 1957 roku. Jak stwierdza jeden z autorów badania, Vegard Skirbekk, może to wynikać z nowych norm społecznych, które nakazują nie spieszyć się z potomstwem do czasu, kiedy partnerzy będą naprawde pewni, że chcą mieć ze sobą dzieci i że mogą je wspólnie wychować.
Choć w badaniu posłużono się wyłącznie danymi z populacji mieszkańców Norwegii, autorzy badania utrzymują, że można je interpretować szerzej. Tym bardziej, że globalne trendy demograficzne, takie jak wskaźniki rozwodów, mieszkanie “na kocią łapę”, późne małżeństwa, są w Norwegii widoczne w większym stopniu niż gdzie indziej i można podejrzewać, że dosięgną one w przyszłości również inne społeczeństwa.
Źródło: Vegard Skirbekk, Morten Blekesaune. Personality Traits Increasingly Important for Male Fertility: Evidence from Norway. European Journal of Personality, 2013; DOI:10.1002/per.1936
niedziela, 18 sierpnia 2013
Brak związku między aktywnością półkul mózgowych a typem osobowości
Nie ma dowodów świadczących o tym, że dominacja lewej lub prawej półkuli mózgu ma wpływ na osobowość, wynika z badań naukowców z University of Utah. Teoria o tym, że taki związek istnieje, nigdy nie była udowodniona, co nie przeszkadzało w rozwoju wielu typologii osobowości opartych na tym założeniu.
Powszechnie uważało się, że osoby z dominującą prawą półkulą są bardziej kreatywne, natomiast osoby z dominującą lewą półkulą mózgu – bardziej analityczne, logiczne i uzdolnione językowo.
Badacze z Utah poddali rezonansowi magnetycznemu ponad 1000 ochotników, w wieku od 7 do 29 lat. Nie stwierdzono istotnej dominacji żadnej z półkul. Badanych poproszono o “nie myślenie o niczym” przez 5-10 minut (mózg pozostający w stanie odpoczynku). W tym czasie analizowano aktywność 7266 obszarów mózgu. Jak stwierdził główny autor badania, Jared Nielsen:
Nie dostrzegliśmy, aby w istotnym stopniu lewa półkula dominowała nad prawą, jak również, aby prawa dominowała nad lewą. Wygląda na to, że osobowość nie ma nic wspólnego z aktywnością, siłą, stopniem zsieciowania półkul mózgowych
Oczywiście, niektórzy ludzie są bardziej kreatywni, inni bardziej analityczni. Nie zależy to jednak od aktywności półkul mózgowych
Źródło: Nielsen JA, Zielinski, Ferguson, Lainhart, Anderson. An Evaluation of the Left-Brain vs. Right-Brain Hypothesis with Resting State Functional Connectivity Magnetic Resonance Imaging. PLoS ONE, 2013 DOI:10.1371/journal.pone.0071275
środa, 14 sierpnia 2013
Inteligencja i rasizm – czy idą w parze?
Osoby z wysoką inteligencją wcale nie są mniejszymi rasistami niż reszta społeczeństwa – wynika z badań przeprowadzonych na University of Michigan. Inteligentni potrafią jednak lepiej ukrywać swoje uprzedzenia przed innymi – lepiej zdają sobie oni sprawę z obowiązujących norm społecznych, a w związku z tym mniej chętnie mówią o sprawach różnic rasowych, chętniej zaś o tym, że popierają integrację i równouprawnienie.
W ramach badania porównywano postawy ponad 20000 białych respondentów, zaczerpnięte z bazy danych amerykańskiego odpowiednika naszej Diagnozy Społecznej (General Social Survey). Wyniki analiz przedstawiono na 108 Zjedździe Amerykańskiego Towarzystwa Socjologicznego. Wzięto pod uwagę umiejętności poznawcze badanych (mierzone szeregiem testów na inteligencję werbalną) i skorelowano je z postawami respondentów wobec Afroamerykanów i różnymi formami walki z segregacją rasową oraz dyskryminacją.
Średnia wieku badanych wyniosła 47 lat. Średni czas edukacji – 12,9 lat. Odpowiedzieli oni poprawnie średnio na 6 spośród 10 pytań badających kompetencje poznawcze.
Analiza statystyczna wykazała, że osoby z wyższymi kompetencjami poznawczymi były bardziej skłonne do odrzucania segregacji mieszkaniowego i wspierania integracji rasowej w szkołach. Częściej niż pozostali przyznawały one, że spotkały się z dyskryminacją rasową w miejcu pracy. W popieraniu konkretnych programów wprowadzających równość rasową różnice między osobami o wysokiej inteligencji a tymi o niższej były nie znaczące statystycznie. W niektórych przypadkach, bardziej inteligentni okazali się mniej skłonni do wspierania takich działań. Na przykład, program integracyjnych gimbusów poparło 27 procent osób o niższym wspaźniku kompetencji poznawczych i 23 procent osób – o wyższym.
Różnica leży więc nie w praktycznym nastawieniu do kwestii rasowych, lecz w lepszym wyczuciu “poprawnego” społecznie deklarowania indywidualnych poglądów. Osoby o wyższych kompetencjach poznawczych udzielają bardziej “oświeconych” odpowiedzi, lecz w przypadku pytań o konkretne działania instytucji publicznych lub rządu, wykazują taki sam poziom "rasizmu”, co pozostali biali mieszkańcy USA. Przykład? Prawie wszystkie osoby o wyższej inteligencji zgodziły się ze stwierdzeniem, iż “biali nie mają prawa do odgradzania się od swoich ‘kolorowych’ sąsiadów”. Równocześnie, prawie połowa tych osób nie zgłasza sprzeciwu wobec praktyk wielu agencji nieruchomości, które różnicują swoją ofertę w zależności od koloru skóry klientów.
Rasizm i uprzedzenia rasowe nie muszą więc wcale wynikać z wyższych lub niższych zdolności umysłowych lub różnic w socjalizacji. Są one raczej rezultatem dążenia do legitymizacji władzy ze strony grup dominujących w społeczeństwie i zabezpieczenia ich uprzywilejowanej pozycji w procesie dystrybucji zasobów. Ci bardziej inteligentni lepiej niż pozostali potrafią zadbać o te interesy. We współczesnych Stanach Zjednoczonych, gdzie Afroamerykanie są zmoblizowani do walki o swoje interesy, inteligentni przedstawiciele białej społeczności przyznają werbalnie czarnym pełen spektrum praw (co sprzyja stabilności społecznej), lecz w praktyce nie robią – zgodnie ze swoim interesem – nic, aby wyeliminować przywileje, z których przecież sami korzystają.
Źródło: American Sociological Association. "Intelligence is not a remedy for racism." Medical News Today. MediLexicon, Intl., 13 Aug. 2013.
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Dlaczego nie możemy połaskotać samych siebie?
Wzajemne łaskotanie jest całkiem zabawnym sposobem na poznawianie ciała innych, zabawy z dziećmi i oswajania ich z dotykiem, bywa również wstępnym elementem aktywności miłosnych. Niestety, w większości przypadków, łaskotanie jest czynnością, której nie możemy zadać samym sobie. Spróbujcie. Prawdopodobnie większości Was to się nie uda. Posmyrgajcie palcami spodu waszych stóp. Zapewne coś poczujecie (o ile oczywiście w miarę regularnie dbacie o swoje stopy), nie będzie to jednak to samo, jak gdyby posmyrgał wasze stopy ktoś inny.
Dlaczego tak się dzieje? Psychologowie uważają, że nasze mózgi są wyposażone w prosty mechanizm odpowiadający, czy dane wrażenie zmysłowe jest dostarczone przez nas samych, czy też pochodzi z zewznątrz (Blakemore et al, 2000). Odróżenienie to jest ważne choćby po to, aby mój własny dotyk nie dostarczał mi takiego samego zaskoczenia, co dotyk obcej osoby, która podchodząc z zaskoczenia, klepie mnie po ramieniu.
Aby sprawdzić tę hipotezę, badacze stworzyli prostego łaskoczącego robota (Blakemore et al., 1999). Działa on w ten sposób, że osoba kładzie swoją lewą rękę na małym joysticku i porusza nim w różnych kierunkach. Uruchamia to małą gąbkę poruszającą się po prawej dłoni tej osoby.
Kiedy robot działa w ten sposób, badani nie odczuwają zbyt wiele, ponieważ sami powodują ruch gąbki po ich dłoniach, za pośrednictwem “robota”. Podobnie, jak byś poruszał pędzelkiem po wnętrzu swojej dłoni: Twój mózg wie, że to ty, dostarczyłeś mu tych wrażeń, więc z łaskotek będą nici.
Jeżeli jednak robot reagował na ruchy joystickiem z tylko 1/3 sekundy opóźnienia, odczucie łaskotania prawej dłoni było wyczuwalne. Robot niejako “zmylił” mózg, iż źródło dotyku było zewnętrzne (niezależne od osoby).
czwartek, 8 sierpnia 2013
Kształtowanie reputacji
Pięcio-, sześciolatki, są bardziej skłonne do przyjaznych zachowań wobec rówieśników, jeśli wcześniej obserwowały podobne zachowania tych dzieci wobec innych. Oznacza to, że ludzie bardzo wcześnie wyrabiają w sobie pojęcie “reputacji” i “szacunku” wobec innych. Pisze o tym Kenji Onishi i jego współpracownicy w opublikowanym wczoraj artykule (ogólnodostępne on-line czasopismo PLOS ONE).
Badacze obserwowali codzienne zachowania przedszkolaków. Odkryli, że dzieci bawiące się na placu zabaw chętniej udzielały pomocy lub dzieliły się zabawkami z dziećmi, u których widziały wcześniej podobne gesty. Chętniej przejawiały prospołeczne zachowania, gdy widziały, że inni postępują prospołecznie. Obserwowanie altruistycznych gestów innych wykształcało również pozytywne emocje, takie jak radość, zadowolenie, uśmiech.
Współpraca oparta na reputacji jest kluczowa w rozwoju społeczeństw, w których rozwój oparty jest na kooperacji (a więc właściwie wszystkich znanych nam rozwiniętych systemów społecznych). Choć bycie “miłym” nie zawsze jest odwzajemniane przez drugą stronę, zwiększa ono szanse, że jednostka otrzyma wsparcie sieci społecznej. Wyniki tego badania pokazują mechanizm tego niebezpośredniego odwzajemniania sugerując, że może ono być regulowane przez wzrost pozytywnych emocji w sytuacji, kiedy widzimy prospołeczne zachowania innych.
Źródło: Preschool Children’s Behavioral Tendency toward Social Indirect Reciprocity (2013) PLoS ONE 8(8): e70915. doi:10.1371/journal.pone.0070915 Kato-Shimizu M, Onishi K, Kanazawa T, Hinobayashi T (2013)




